SPOŁECZNOŚĆ
 kalendarz
ZIARNICA
 Co to za choroba?
  etiologia
  objawy
  rozpoznanie
  klasyfikacja
  historia ZZ

 Jak nas leczą?
  chemioterapia
   abvd
   mopp
  immunoterapia
  radioterapia
  chirurgia
  przeszczep szpiku

 Warto wiedzieć
  afereza
  przeszczep
  cytostatyki
  kontrola
  półpasiec
  USG

 Skutki leczenia
  włosy
  skóra
  pamięć
  płodność
  psychika
  pełna lista

FORUM
wyciąg z netykiety
 ogólne
 czy mam ziarnicę?
 chemioterapia
 radioterapia
 przeszczep
 kulinarnie
 hyde park
wyszukaj na forum
 
najczęściej szukane frazy

OPOWIADANIA
 bez happy endu?
 radioterapia
 nasza ZZ
 pamiętnik Heli
 historia - Anetka
 historia - Baldi
 historia - Binka
 historia - Carinka
 historia - Dzidka
 historia - Tomaszek
 historia - Volcano
 anegdoty

AKTYWNE SONDY
historia sond

Z POLA WALKI
Lista blogów

GALERIE
 ozdrowieńcy
 trzy twarze
 łyso Ci?

Piotr999

WASZE WPISY
 komentarze stron
 księga gości

RÓŻNOŚCI
 archiwum
 tu jesteśmy
 geolokalizacja
 strony użytkowników

LICZNIK
 on-line: 38
gości: 38
użytkowników: 0

dzisiaj: 294
ogółem: 8730194
licznik od: 09.02.2006

TWOJE KONTO
zapomniałem hasła
login:
hasło:

pamiętaj mnie

NIE MASZ KONTA?
załóż sobie
po co mi konto?

zarejestrowanych: 1515

REKLAMA :)

Anegdoty - ziarnica złośliwa


Jeśli masz jakąś historię związaną ze swoim leczeniem i chcesz się nią podzielić - niezwłocznie przyślij ją do nas!


Miejsce akcji: Instytut Onkologii w Gliwicach
Stałem kiedyś w kolejce przy bufecie na dole w nowym budynku. Na ścianie wisiała kartka "BIAŁY PERSONEL OBSŁUGIWANY JEST POZA KOLEJNOŚCIĄ". Po chwili do kolejki ustawił się Murzyn w białym kitlu... Mało nie parsknąłem śmiechem -Rasistowski bufet- ;)


W rejonowej przychodni czeka tłumek przed gabinetem internisty. Muszę odebrać receptę i też czekam chwilkę. Zaaferowane swoimi dolegliwościami babulki też czekają na świstki i dyskutują.
Pierwsza: Ja to proszę pani mam chorobę, po grypie mi wlazło o - tu! I całe boki bolą...
Druga: eeee... co pani.
Pierwsza: a pani na co cierpiąca jest?
Druga: a raka mam już piąty rok...
Na to ta Pierwsza, z zazdrością w głosie: ooo, no to pani to ma dopiero chorobę!


W trakcie zakupów w sklepie odzieżowym, ekspedientka, podając mi bluzkę, nagle krzyknęła "ojej!". Spytałam co się stało. Uprzejmie odpowiedziała, że mam takie piękne włosy, jakich jeszcze nigdy nie widziała :) ... A to była peruka! ;)


33 lata leczenia na zz.. Naświetlania a przede wszsystkim chemia zrobiły swoje. Żyły są jakie są, a właściwie to ich nie ma.. Szkoda mi pielęgniarek, które muszą zrobić wkłucie, aby pobrać krew lub podłączyć kroplówkę. Pewnego razu jedna z Pań pielęgniarek po kolejnym nieudanym wkłuciu krzyknęła "szefowa szybko! szybko!" i.. zasłabła :-) Od tej pory bacznie obserwuję, co się dzieje przy pobieraniu krwi :)


Hałas na oddziale obudził mnie i kilka pacjentek.. Kazano nam wrócić do sali gdy wyjrzałyśmy co się dzieje na korytarzu.. Potem jedna z pielęgniarek sprytnie przez nas przesłuchana w sprawie powiedziała, że w zabiegowym mieli wyłuskać pacjentowi malutki guzek podskórny w znieczuleniu miejscowym. Pacjent "nie chciał współpracować" i rzucił się do ucieczki.. a był to młody lekarz :) No cóż... ;)


Miejsce akcji: dworzec kolejowy
Stoję sobie pod słupem i czekam na moją Randkę, obok mnie przystaje dojrzały mężczyzna z córką w wieku na oko 20 lat. Ta nie zważając na okoliczne osoby zaczyna donośnym tonem trzymać się za szyje i trajkotać: "tato, tato, szyja mnie boli.. co to może być? miażdżyca może?!" - dla przypomnienia: dziewczyna ma ze 20 lat i sprawia wrażenie inteligentnej - "nie miażdżyca?! a może ta szyja mnie boli to może to są węzły chłonne? może to ziarnica? tato, tato, mi naprawdę coś jest!!".. "pewnie hipochondria".. odpowiadam sobie w myślach opuszczając miejsce zdarzenia..


Kiedyś podczas kolejnego pobierania krwi, które było oczywiście nie do przeżycia dla mnie, pielęgniarka wkłuwała sie pare razy i gdy w końcu jej się udało (ja cała szczęśliwa) - zorientowała się, że próbówka była dziurawa fabrycznie, a cała moja ciężko zdobyta krew wylała się na jej fartuch. Do tej pory nie wiem czemu tego nie zauważyła - ja oczka miałam oczywiście zamknięte. Teraz przed każdym pobieraniem krwi dokładnie każę sprawdzić próbówkę :-)


Sa to okolice ostatnich wlewow. Duzo wyjezdzalam, wiec na jazdy wkladalam z reguly polskie wloski lub stare, zagramaniczne zniszczone wloski.. Zatrzymalismy sie w jednej z knajp. Zamowilam jakas zupke i salatke, bo na drugi dzien po wlewie tylko to dalam rade przelykac. Zjadlam jakos. Juz w czasie jedzenia widzialam, ze jakies laski mi sie przygladaja.. Podchodzi do mnie jedna z nich i mowi: "Mozesz podejsc tam do stolika, moja kolezanka chce z Toba pogadac".. Podeszlam.. Matrona: "Kto Cie tu przyslal? Dla kogo robisz?" Powoli dociera do mnie, ze to tirowki i biora mnie tez za jakas tirowe:| Ja: "Dla nikogo nie robie." Matrona: "To czego tu przesiadujesz?" Ja:"Jestem przejazdem, bus sie tu zatrzymal, ktorym jade" Matrona: "Ktory bus?" Mysle sobie - jaki bezsens - i ignoruje pytanie. Matrona: "Ty tu nie zaciemniaj. Wystarczy, ze nalozylas wloski dla zaciemnienia" "Lepiej sie stad zbieraj jak chcesz buźke cala miec".. Podnosze sie i na odchodne rzucam: "Nie przyszlo Ci do glowy, ze jestem chora i temu nosze peruczke?" Poszlam sobie stamtad..


Biopsja węzła szyjnego. NAGO.
Pwiekszone węzły nigdy nie zmusiłyby mnie do odwiedzin u lekarza, nie wiem czemu tym razem było inaczej. Rutynowe "opukanie" dało diagnozę "wirusowe zapalenie węzłów chłonnych".... Faszerowna coraz to silniejszymi antybiotykami (które jak się można domyślać prędzej szkodziły niż pomagały) przeżyłam 3 miesiące - do zmiany lekarza... Bardzo szybko antybiotyki zostały odstawione, dostałam skierowanie na badania, a potem do chirurga. Ten dał mi skierownie do szpitala, chociaż jak twierdził nie widział sensu w ingerencji chirurgicznej. Znalazłam się w końcu w szpitalu. Po załatwieniu kilku formalności zaprowadzili mnie do sali. Po jakimś czasie przyszła pielęgniarka podając mi "coś" co miałam na siebie włożyć... Widząc moją głupią minę wytłumaczyła mi, że podczas zabiegu muszę być naga, a "to" ułatwi rozebranie mnie..(do tej pory zastanawiam się dlaczego podczas pobrania węzła z szyi musiałam być zupełnie naga...) zastanawiając sie nad tym jechałam na salę operacyjną. Gdy lekarze przygotowywali się do zabiegu, ja leżałam na środku sali coraz bardziej przerażona.. Myślałam o zabiegu i o tym, że kurcze blade jestem naga!!! Nagle wkoło mnie zrobiło się pełno lekarzy, jakiś zastrzyk, potem jeszcze coś i 1..2..3.. i śpię. Obudziłam się jeszcze na sali.. byłam chyba jescze pod wpływem środka odurzającego, bo zaraz zaczełam uświadamiać pielęgmiarki, że jestem .... naga. Ponoć uświadamiałam pacjentów napotkanych na drodze do sali pooperacyjnej (piszę ponoć, bo nie pamiętam tego, słyszałam od pielęgniarek). Również, gdy już dotarłam na miejsce moje współlokatorki dowiedziały się o moim "nagim problemie".... Po całkowitym "wytrzeźwieniu" pamiętałam tylko, że byłam naga...


Sierpień 2003..okolice 9 - 10 wlewu..
Obrzydzenie i strach do igieł/ukłuć wzrastają, robi się to z deka nienormalne.. DOŚĆ TEGO.. postanawiam przezwyciężyc swoje strachy i udowodnić sobie, że każde kłucie da się przeżyć.. Ląduję w studiu tatuażu i bodypiercingu.. będę kłuć nosa.. zawsze chciałam to zrobić, a teraz mam zajebistą motywację.. Pan wyskakuje do mnie centralnie z grubą igłą (nawet się nie zorientowałam wcześniej, że kosmetyczki robią to pistoletem).. 2 razy uciekam dla Pana spod rączki.. po drugiej ucieczce Pan się już mocniej zdenerwowal.. poleciał tekst: "Idź i nie zawracaj mi głowy".. biorę się w garść, "chowam strach do kieszeni", wytrzymuje kolejne życiowe kłucie.. :) Pamiątke tego "wyczynu" po dziś dzień nosze w nosku ;)


Otóż jako, że ośrodek w którym leczyłam ziarnicę nie do końca spełniał moje oczekiwania jako pacjenta (standardowo jak każdy chory potrzebowałam uwagi, indywidualnego podejścia lekarza a ze względu na dużą liczbę chorych było to niemożliwe), postanowiłam zostać prywatną pacjentką jednego z bardzo cenionych i znanych profesorów hematologii. Zdobyłam więc namiar na jego prywatną praktykę, telefonicznie ustaliliśmy termin wizyty i z niecierpliwością czekałam na dzień kiedy dane mi będzie zasięgnąć opinii tak znakomitego lekarza. Oczekiwałam po tej wizycie przede wszystkim tego, że ktoś w końcu poświęci mi czas jeśli mam za niego płacić - trudno, uważałam że warto. Jadąc do profesora zabrałam ze sobą wielką teczkę z dokumentacją choroby jaką udało mi się zgromadzic przez te wszystkie miesiące. Niestety jak się później okazało było to całkowicie zbędne gdyż profesor nawet nie raczył ze mną porozmawiać, a co dopiero choćby pobieżnie przejrzeć wyniki moich badań, rozmawiał ze mną chaotycznie kilka minut nie dajćc szansy zadania choćby najkrótszego pytania, na moje słowa ziarnica złośliwa IIA po leczeniu zareagował tylko jednym zdaniem "zapomni pani, że była kiedyś chora, mośe się pani uwazać za wyleczoną w 95%", zdążył jeszcze skomplementować moją urodę i ciekawe, niebanalne, jak się wyraził buty! Po czym podał dłon i życzył wszystkiego dobrego, całość trwała nie dłużej niż 5-6 minut, które kosztowało mnie 100zł. Wyszłam wściekła i z przekonaniem, że już więcej sie tam nie pojawię, bo i po co? Jednak gdy ochłonęłam stwierdziłam, że nic tylko się cieszyć, że profesor pacjentkę z ziarnicą potraktował tak lekko, w końcu podczas swojej wieloletniej praktyki stykał się juz z takimi przypadkami, że ziarnica to przysłowiowy pikuś. Wytłumaczyłam sobie.. aby się uspokoic i pomogło ;-)


Akcja "pobranie węzła".
Poniedziałek. Połozyli mnie na oddział chirurgii.
Wtorek. Akcja "pobranie węzła" rozpoczyna się. Nie mogę nic jeść. Karzą iść do zabiegowego. Idę. Kładę się na stół. Anastezjolog przyszykowała "odlotowca". Przed podaniem rzucam hasło: "Tylko proszę niedużą dawkę, żebym zdążyla na obiad". 1,2,3,4..."odleciałam"... Budzę się na sali. Nie do końca ubrana, przykryta barłogiem. Wchodzi pielęgniarka i pyta: "Jak się czujesz?"
Ja: "Zdążyłam na obiad?"


ROZMOWA DWÓCH INTELIGENTNYCH OSÓB PO STUDIACH WYŻSZYCH
(JA-pacjentka, ON-lekarz do tamtej pory mi nieznany)
Miejsce akcji: poradnia hematologiczna
Czas akcji: 6 m-cy po skończonym leczeniu czyli około 3 kontrolna wizyta

ON: Witam Panią, co słychać?
JA: Od 2 tygodni źle się czuję, wstaje rano i po godzinie znów kładę się spać. Słabo mi i znów swędzi mnie skóra, poza tym boli brzuch po prawej stronie.
ON: Ale dobrze Pani wygląda.
JA: ?????
ON: To co zrobimy?
JA: ?????
ON: Proszę pokazać morfologie - no idealna - z brzuchem to może Pani zrobić sobie usg..
JA: Gdzie?
ON: Prywatnie.
JA: Dziękuję za poświecony mi czas...następnym razem jak będę miała za niski stopień samooceny poproszę kolegę, żeby powiedział mi, że dobrze wyglądam.
[Dobrze, że taka sytuacja miała miejsce tylko raz - Pana więcej nie spotkałam:)]


Akcja "symulacja przed radioterapią".
Ustawiają wiązki świateł. Leżę do pasa naga na stole. Machają laserkami jak na jakiejś disco. Szkoda, że trzeba leżeć, możnaby jaką nutę zapuścić i pobrykać ;) Skończyli zabawę światełkami. Lekara zaznaczyła markerem punkcik, gdzie mają się zbiegać wiązki laserków. Lekara: "Teraz ten pan zrobi Ci mały tatuaż". Myślę sobie "wow, gratisowa dziarga":) Pan podchodzi i robi mi mała kropeckę między piersiątkami. Pan:"Gotowe". Ja:"Tylko tyle?:| To zróbcie mi choć jakąś porządną, ładną dziargę". Pan: "Ale ja umiem tylko kropeczki..."


To miał być rutynowy zabieg - zresztą po raz drugi usuwano mi węzeł szyjny i byłam już mądrzejsza o poprzednie doświadczenia. Szpital dobrze znany, sympatyczni lekarze i uczynne, uśmiechnięte siostrzyczki. Po zapakowaniu do szpitalnego łóżeczka (na ustalone 24 godziny) czekałam na swoją kolej. Naturę mam jednak niecierpliwą więc postanowiłam zbadać „stare kąty” i od razu wyłapał mnie na korytarzu ordynator wpatrujący się z mocno wymalowanym na twarzy pytaniem: ”Skąd ja ją znam?”. Uprzedziłam go komentarzem: ”Wtedy miałam włosy do pasa i leżałam piętro wyżej”, i tu pojawiło się zaskoczenie bo chirurg wypalił od razu: ”No tak, ale tym razem chyba nie znów węzełek? Pani to nam tylko średnią wieku na oddziale zaniża:)”- po takim okresie czasu pamiętał co za „krzywdę”:) mi wtedy zrobił. Moje uznanie było wielkie, po chwili jednak już szukał kolejnego obiektu do usunięcia. Obejrzało mnie jeszcze dwóch stażystów. Po godzinie analizowania wyników usg i tk okazało się, że urlop szpitalny potrwa dłużej i nie będzie to znieczulenie miejscoweale normalna operacja z usunięciem węzła głębokiego i okolicznych zmienionych tkanek do badania histpat. Humor od razu zniknął i pojawił się płacz - każdy kto mnie znał wiedział, że panicznie boję się narkozy, której w życiu nie miałam i nie chciałam. Moja mama przez godzinę prosiła żebym ponownie rozpakowała rzeczy, i że to nic takiego ta narkoza. Ale blokada psychiczna nie pozwoliła mi spać przez większą część nocy a komentarze sąsiadek z sali, że one są już tu 5 raz poirytowały mnie do tego stopnia, że pół nocy spędziłam siedząc na korytarzu z miną skazańca. Poranek zaczął się od standardowej akupunktury celem wkłucia welflonu - siostry nie dały rady, na bloku podobno mieli być bardziej wprawni. Ubranie specjalnej koszulki tez graniczyło z cudem - czy oni nie przewidują ludzi o wzroście jakieś 180cm? Potem już tylko głupi jaś i stresowe drgawki w drodze na blok oraz obietnica wymuszona na siostrze, że obudzi mnie zaraz po wszystkim. A na bloku atmosfera bardzo przyjacielska więc trochę zdenerwowanie opadło do momentu wkłucia welflonu, po 8 próbie na rękach przerzucono się wreszcie z sukcesem na szyję. Reszty nie pamiętam:/ no ale tak chyba powinno być?:) Po 2,5 godzinach odegrałam największe przedstawienie swojego życia. Wybudzanie było krótkie, zobaczyłam siostrę i podziękowałam, za to że nadal tu jestem. Zapytałam tylko czemu tak krótko to trwało -siostra wmawiałam mi, że jednak nie mam racji. Powoli zaczęły wychodzić zgubne skutki narkozy – podniosłam w drodze powrotnej na salę ogromny jęk i płacz - krzyczałam, że ONI MI NIC NIE ZROBILI I JA CHCĘ TEJ OPERACJI!!!!!!! Podobno jakiś czas trwało moje uspokajanie i uświadamianie innym pacjentom, że to tylko skutki uboczne po operacji i na prawdę nie ma się czym martwić. Faktu, że próbowałam wyjść z łóżka na korytarz w szpitalnej piżamce też nie pamiętam. I kto mi teraz powie, że narkoza to nie cud medycyny?:)


_______________________________________________________________
Komentarze internautów dotyczące tego tekstu. Napisz własną opinię / zobacz więcej opinii.


Arti2012-11-26 21:36

Dzisiaj byłem u kontroli. Lekarz spojrzał na wyniki, na mnie, na studenta na praktykach i rzekł: dobrze, że jest ta ziarnica, chociaż nam statystyki poprawia..



Kuba2010-04-09 18:33

Pod koniec chemii już na widok budynku Instytutu Onkologii robiło mi się niedobrze. Podczas rozmowy z lekarzem przed zaordynowaniem kolejnej dawki podzieliłem się z nim swoimi odczuciami, że jak widzę Instytut Onkologii to zbiera mi się na wymioty. Odpowiedział: Wszyscy tak mamy.
Przy wycinaniu węzła z szyi udało mi się uniknąć narkozy, dostałem znieczulenie miejscowe. Podczas operacji uciąłem więc sobie pogawędkę z chirurgami. Nawet sobi pożartowaliśmy. Ciekawe było usłyszeć jak jeden drugiego przestrzegał, by uważał i nie przeciął jakiegoś nerwu. Poprosiłem ich, żeby mi pokazali jak taki węzeł wygląda. Jak po mnie przyszli przed operacją dostałem opiernicz, że jestem jeszcze w piżamie a nie gustownym wdzianku operacyjnym. Z kolei po operacji jak mnie siostry pchały na wózku chciałem sam wrócić na oddział, ale w końcu im ustąpiłem - skoro przysługuje mi darmowy transport to niech mnie wiozą.



wiki2009-06-10 02:51

Mi natomiast przypomina sie zabawna anegdotka zwiazana z "opalaniem".Podczas leczenia moja towarzyszka niedoli;p byla o 2 latam mlodsza dziewczynaka.Calymi dniami i nocami wloczylysmy sie razem po oddzaile i tak jednej nocy siedzialysmy sobie na korytarzu przed gabinetem pani ordynator.Rozmawialysmy jak zawsze o wszystkim co nie bylo zwiazane z zz.Wiec bylo bardzo wesolo i glosno i w pewnym monencie otworzyle sie drzwi od gabinetu z ktorego wylonila sie pani dr.A co wy tu dziewczynki o tej godzinie robicie!!??Na co moja kolezanka wypalila -jak to co opalamy sie!!A ja bez namyslu dodalam,a co nie widac jak spieklysmy sie na raka!!!Mialam na mysli nasze czerwone bluzy,dopiero po chwili dotarlo do mnie jak to zabrzmialo.Do konca mojej kadencji na oddziale wszyscy wspominali to z ogromnymi salwami smiechu:):)::)



Oliwcia2008-04-14 14:11

Witam wszystkich!!
Czytając wasze anegdoty i powoli zapoznając się z portalem, bardzo mnie cieszy, że ludzie nie tracicie ducha :))

Też miałam parę dziwnych sytuacji związanych z leczeniem:
Pewnego razu kiedy w Centrum Onkologicznym moja doktorka była na urlopie, ja byłam w trakcie chemii, więc musiałam iść w zastępstwie do innej.
Ta "inna" lekarka to bardzo wygadana kobietka, w dodatku krzykliwa, postrach tamtejszej przychodni, jak wiadomo człowiek w takich chwilach woli łagodnych ludzi.
Wchodzę do jej gabinetu, z moją kochaną mamusią pod rękę, dodam tylko że podczas leczenia nie wypadły mi włosy.. taki cud się zdarzył:)
Pani lekarka mówi do mnie:
- Dzień dobry. A ty dziecko, jakieś ty blade!! środek lata, słońce świeci trzeba by było iść się dla zdrowia na plaży poopalać. Puki ciepło na dworze, a nie w domu przed TV siedzieć.

Ja otworzyłam szerzej oczy, co ta lekarka ode mnie chce?? Mam się iść po podaniu chemii opalać?? Myślałam. Ale siadam cicho na krześle, lekarka patrzy do karty choroby.. i robi się czerwona z wrażenia:
- Przepraszam, cię dziewczynko, mów że to ty chorujesz. Na ziarnicę tak?? bo ja myślałam że Mama chora i z nią do mnie przyszłaś.

Dlatego mi się wydaje, że lekarze czasem chyba po kilkudziesięciu pacjentach pod rząd są bardziej zakręceni od nas :))
A jeśli chodzi o mnie to kiedy dowiedziałam się że muszę mieć drugą serię chemioterapii, pomyślałam, że wtedy włosy na pewno wypadną. Lepiej obetnę je sama, żeby nie przeżyć szoku.. obcięłam więc moje włosy maszynką, dosłownie na 5mm a włosy.... nie wypadły do końca leczenia, może troszkę się przerzedziły :D Sama sobie zgotowałam łysy los he he



Helen2008-01-29 23:00

w trakcie chemii miałam fazy na jedzenie. teraz to, za 10 minut coś innego, ale generalnie zawsze świetnie wchodziły mi ogórki kiszone i sok z czarnej porzeczki. Mają cudowną zaletę - w każdą stronę smakują tak samo. Po operacji (28.01.1998 - wczoraj była 10 rocznica) nabluzgałam lekarzowi i miałam deja vu jakies 6 razy wydawało mi się że chirurg przyszedł ze mną rozmawiać. Dzisiaj odwiedziłam mojego chirurga - pamięta mnie i co mi wyciął. Usłyszałam tylko że jak ktoś się uprze żeby życ to medycyna jest bezradna. Szczęśliwych kolejnych rocznic wszystkim.




: (c) 2000-2017 www.ziarnica.pl :: polityka prywatności :: POMOC :: darowizna :: od autora :: statystyka strony :
: copyright - prawa autorskie zastrzeżone :