SPOŁECZNOŚĆ
 kalendarz
ZIARNICA
 Co to za choroba?
  etiologia
  objawy
  rozpoznanie
  klasyfikacja
  historia ZZ

 Jak nas leczą?
  chemioterapia
   abvd
   mopp
  immunoterapia
  radioterapia
  chirurgia
  przeszczep szpiku

 Warto wiedzieć
  afereza
  przeszczep
  cytostatyki
  kontrola
  półpasiec
  USG

 Skutki leczenia
  włosy
  skóra
  pamięć
  płodność
  psychika
  pełna lista

FORUM
wyciąg z netykiety
 ogólne
 czy mam ziarnicę?
 chemioterapia
 radioterapia
 przeszczep
 kulinarnie
 hyde park
wyszukaj na forum
 
najczęściej szukane frazy

OPOWIADANIA
 bez happy endu?
 radioterapia
 nasza ZZ
 pamiętnik Heli
 historia - Anetka
 historia - Baldi
 historia - Binka
 historia - Carinka
 historia - Dzidka
 historia - Tomaszek
 historia - Volcano
 anegdoty

AKTYWNE SONDY
historia sond

Z POLA WALKI
Lista blogów

GALERIE
 ozdrowieńcy
 trzy twarze
 łyso Ci?

Darek

WASZE WPISY
 komentarze stron
 księga gości

RÓŻNOŚCI
 archiwum
 tu jesteśmy
 geolokalizacja
 strony użytkowników

LICZNIK
 on-line: 40
gości: 40
użytkowników: 0

dzisiaj: 520
ogółem: 8741797
licznik od: 09.02.2006

TWOJE KONTO
zapomniałem hasła
login:
hasło:

pamiętaj mnie

NIE MASZ KONTA?
załóż sobie
po co mi konto?

zarejestrowanych: 1515

REKLAMA :)
autor: Mroki772017-05-16 22:31

Czołem Wszystkim
Niepostrzeżenie minęło 6 lat w remisji. 6 lat wspaniałego, ciekawszego i bardziej przeżytego życia. Pozostały jedynie trochę drętwe dwa paluchy i lęki trzymane w ryzach. Nie chcę już pisać wspominków i wracać do tego trudnego okresu pamięcią.Pozdrawiam wszystkich walczących i codziennie w wieczornej modlitwie modlę się za Was!

komentarzy: 0, dodaj komentarz


autor: Mroki77, GG:110539352012-04-18 22:43

Rano obudziłem się i po kilku sekundach uświadomiłem sobie, że guz to nie był sen tylko, że to jest właśnie jawa. Co spojrzałem na żonę - pociły nam się oczy. Gdy patrzyłem na czteroletnią wówczas córeczkę - to samo. Jak ona mnie zapamięta? Czy rozpieszczać ją żeby zapamiętała tatę jak najlepiej, czy właśnie być oschłym żeby nie aż tak bardzo tęskniła?
Rano pojechałem do zaprzyjaźnionego x proboszcza. Pogadaliśmy sobie o życiu i śmierci. Wyspowiadałem się i przyjąłem sakrament chorych. Kolejna noc, kolejny dzień przemęczony psychicznie. Wiele pomysłów co dalej, gdzie dalsze diagnozy: Poznań, Warszawa, gdzie są jacyś specjaliści.
W poniedziałek Tomografia. Guz 13x9cm, trochę płynu w opłucnej i osierdziu. I tyle. Potem termin mediastinoskopii - pobranie wycinków ze śródpiersia.
Akurat rozkręcaliśmy swoją działalność gospodarczą. Wymagała ona dużo wysiłku umysłowego i dużo papierów. Papierzyska wziąłem do szpitala żeby zmienić myśli. Przyjęcie do szpitala. Po dwóch dniach zabieg. Po kilku godzinach od zabiegu przyszedł chirurg. Zapytałem go co on o tym sądzi. On pierwszy wlał we mnie nadzieję. Powiedział, że wynikiem pewnym jest dopiero wynik histopatologiczny, ale na jego rozeznanie najbardziej wygląda mu to na ziarnicę złośliwą. - Panie doktorze, a jakie są rokowania przy ziarnicy? - Dobre. Ludzie z tego wychodzą i jeśli to ziarnica ma Pan duże szanse powrócić do normalnego życia.
Od tego czasu modliłem się o ziarnicę. Po tygodniu zdjęcie szwów i pierwsze dowiadywanie się o hitopat. "Oooo, nie ma jeszcze wyników. To za wcześnie. Musi pan pytać tak za tydzień" A mi z każdym dniem sił ubywało. 31 marca ledwie wlazłem do mieszkania na pierwszym piętrze. Doczłapałem do łóżka i zaległem. Leżąc na płask strasznie ciężko mi się oddychało. Musiałem pod skosem. Tętno wysokie - co jest grane?!. Wieczorem tylko gorzej - no w końcu przejazd pogotowiem pod tlenem do szpitala. Uff - tlen dobra sprawa. RTG - lewe płuco do połowy przysłonięte płynem. CRP 120. W szpitalu obserwacja na SORze i następnego dnia USG jamy brzusznej - śledziona i wątroba - jednorodne, niepowiększone, uff. No i wypuścili do domu. Przeczłapałem do auta, potem z odpoczynkiem na półpiętrze do domu. Na Święta Wielkanocne chciałem być w domu. Ale długo poza szpitalem nie dało rady. Po Świętach udało się z miejscem na pulmonologii. Dożylny antybiotyk bo podejrzewano jakąś infekcję w uciśniętym płucu. Lekki koszmar. Sąsiad odchodził w cierpieniach na raka płuc. Morfina to wspaniały lek. Wiele razy myślałem, że właśnie odszedł, a to morfina go wyłączała, tylko na jakiś czas. Zastanawiałem się czy mnie też czeka taki los i ile jeszcze mam czasu. Wyjście do kibelka zaczęło już sprawiać poważny problem. Było coraz gorzej.
W międzyczasie okazało się, że wciąż nie ma wyników mojego histopatu. Próbka gdzieś ... zaginęła... Do jasnej cholery! Jak można być tak nierzetelnym człowiekiem! Ktoś po drodze spaprał swoją robotę. Nie zrobił co do niego należy. Czy ja jestem skazany, czy co? Czy ten człowiek zdaje sobie sprawę z konsekwencji? Chyba najbardziej żal mi było moich rodziców.
C.D.N.
Dodam tylko, ze dziś mija 2 lata od mojej pierwszej chemii.

komentarzy: 0, dodaj komentarz


autor: Mroki77, GG:110539352011-10-27 23:22

Jedyny sens jaki widzę w pisaniu tego bloga to danie nadziei innym, którzy zmagają się z tym dziadostwem, z którym ja się zmagałem. I ten cel wydaje mi się wielce sensowny.
Zaczęło się dosyć dramatycznie. Podczas brania prysznica zauważyłem na klacie jakąś niewielką niesymetryczność - nad lewym mięśniem piersiowym jakieś twarde, niezbyt duże zgrubienie, w ogóle nie bolało. Jako, że od pewnego czasu czułem się przeziębiony i nie mogłem się tego pozbyć, miałem jakieś dziwne świsty oddechowe w nocy, oraz ogarniało mnie coraz większe "niechciejstwo" postanowiłem w końcu przejść się do lekarza rodzinnego i załatwić sprawę hurtowo - te smarki + jakieś tam coś na klacie. Ciągle było dużo zajęć. Trzeba się było uwijać aby dorobić do państwowej pensyjki. Jeden dzieciaczek w domu, drugi w drodze na świat, a żona pracująca ale nie zarobkowo - chowa dzieciaczka, prowadzi dom i przygotowuje się na następnego skarba. Lekarz osłuchał - OK, obejrzał - OK. "wygląda pan na zdrowego ale jak czuje się pan przemęczony i przeziębiony dam panu dwa dni zwolnienia, a to na klatce to miejmy nadzieję, że jest to początek tłuszczaka ale zrobimy RTG, badanie krwi i pójdzie pan z tym do onkologa". Po dwóch dniach zwolnienia poszedłem na badania. Krew w miarę (OB=9, ale CRP=33?). Nie miałem czasu odebrać zdjęcia RTG. Odebrałem po kilku dniach i.... szok i przerażenie. W opisie: "Masa guza głównie po stronie lewej (...)" Patrzę na kliszę - w klacie wielka biała klucha. To na zewnątrz to tylko wierzchołek góry lodowej. To chyba jakiś sen. Spoko, zaraz się obudzę. Trzy głębokie oddechy. Cholera, nie śnię. Wiem! pomylili zdjęcia! Sprawdzam - podpisane. Ja to ja. Jasna cholera!! Kolejne trzy oddechy - OK, a więc to jest rzeczywistość. A więc od teraz mamy problem. No ale tanio skóry nie sprzedam - mam po co walczyć (o tej walce nie miałem jeszcze bladego pojęcia). A właśnie miał się zacząć upragniony weekend - był piątek po południu. Konsultacja z Tatą - lekarzem. Łzy ojca, zawsze baaaardzo opanowanego i spokojnego wiele mi powiedziały. Za czasów kiedy on studiował medycynę taki guz śródpiersia to była kwestia kilku miesięcy. Synek miał się urodzić za dwa miesiące, a więc powinienem go jeszcze zobaczyć. I co z tego.... jak żona sobie poradzi z tą dwójką? Ale moment, może już jakiś postęp poczyniono. Raz po raz słyszy się tu i tam, że ludzie wychodzą z różnego bagna. Był piątkowy wieczór, a przed nami noc do pokonania. Cholera, a jeszcze dziś rano życie było takie spokojne.
C.D.N.

komentarzy: 0, dodaj komentarz



: (c) 2000-2017 www.ziarnica.pl :: polityka prywatności :: POMOC :: darowizna :: od autora :: statystyka strony :
: copyright - prawa autorskie zastrzeżone :