Witam Czytelników:-) Mam na imię Grzegorz i tak będę sobie tu nieco opowiadać o tym, co mi w duszy gra... Czasem trzeba będzie mnie pogłaskać i pocieszyć, ale częściej będę opowiadać rzeczy budujące. Do dzieła i nie bądźcie zbyt krytyczni:-)
23 lipca 2009, w najgorsze upały przeziębiłem się. Zawiało mnie i wieczorem w domu gorączka. Później poty nocne i tak to łącznie z kaszlem trwało i trwało. Kiedy zorientowałem się, że to już nieco za długo na zwykłą infekcję wirusową, poszedłem do swojej poradni przyklinicznej do lekarza. O dziwo pani doktor osłuchała mnie i nie stwierdziła nic w oskrzelach i płucach... - Robimy zdjęcie rtg - powiedziała. - OK - odrzekłem. Na zdjęciu już zmiany. Wylądowałem na oddziale, ale jeszcze kilka dni spędziłem w domu, bo najbliższy termin tomografii komputerowej klatki piersiowej mieli dla mnie za 3 tyg. W wyznaczonym terminie zgłosiłem się na oddział do szpitala. Najpierw wykluczono gruźlicę, a później pozostała już jedynie sprawa jaki to chłoniak... Konsultacja u hematologa i na drugi dzień w innym szpitalu szybciutko (Dzięki Ci Doktorze:-)) biopsja transbronchialna. Doktorzy się sprawili, ale histopatolog opinii nie wydał, bo biopsja igłowa zbyt małą próbkę materiału pobiera... Potem drugi raz igłowa za 2-3 tygodnie i znowu histopatolog opinii nie wydał. Myślę sobie: To ja zdążę zejść zanim wy mi diagnozę postawicie! Ale mój doktor zakaźnik zadbał o mnie jak zwykle. Szybko, tym razem w "naszym" szpitalu ustalił najpierw konsultację z torakochirurgiem, a ten szybciutko, wraz z uroczą panią dr anestezjolog, termin zabiegu mediastinoskopii. Wszystko poszło elegancko, po narkozie się wybudziłem i pierwsze co zapytałem, to czy udało się pobrać materiał należytej wielkości. Doktor powiedział, że tak, a pani anestezjolog kazała mi uścisnąć dłoń w powitaniu ile mam siły. I tu stała się rzecz zabawna... Chciałem się przyłożyć i pokazać ile to mam siły, a tu... TOTALNA KLAPA:-( Nie mogłem uścisnąć dłoni pani doktor... Zero siły... Zaczęliśmy się śmiać, a pani doktor rzekła, że widzi, iż witać, to będziemy się mogli za kilkanaście minut:-) Oczekiwanie na wynik badania histopatologicznego przedłużało się. Zwykle trwało 8 dni, a tu 2 tyg. Już dr obiecał ich pogonić i zadzwonić do mnie, jak będzie wynik, bo codziennie rano dzwoniłem na klinikę z tym samym pytaniem:-) Jest wynik. Jadę zatem odebrać. Podejrzewali chłoniaka nieziarniczego, a tu ziarnica złośliwa... Niech będzie zz. Ważne, że po dwu i półmiesięcznym okresie jest diagnoza i można zacząć leczenie! A wciąż słabłem i słabłem... Doktor hematolog chciał najpierw zrobić mi PET w Bydgoszczy, a potem rozważyć, jaką chemię zastosować (standard czy bardziej walącą z nóg, ale skuteczniejszą - dającą lepsze rokowania). Niestety stan mego zdrowia na podróż do Bydgoszczy już nie pozwolił (39 st. C i więcej całą dobę) i na bardzo mocną szarżę z chemioterapią także. Pozostało przyjść do doktora rano (jak prosił) i zdecydowaliśmy razem, że rozpoczynamy chemioterapię standardową ABVD. Koniec listopada to pierwsza dawka chemii. Ledwo zniosłem ten dzień i wlew... Później było gorzej. Wylądowałem z gorączką i zaparciem w szpitalu... No i okazało się, że leukocytów 800/ul. Natychmiast dwa antybiotyki, bo na zdjęciu rtg już zmiana w płucach, środek przeciwgrzybiczy doustnie, Neupogen przez kilka dni. Po dwóch tygodniach do domu w dobrym stanie, ale zaraz chemia cykl IB:-) No i zaś podobnie... Tym razem jednak bez szpitala się obeszło. I tak co chemię cierpiałem, raz z hospitalizacją i odłożeniem chemii, innym razem dwie chemie pod rząd bez przesuwania terminu. Teraz już znam swój organizm i wiem jak rozpoznać braki i kiedy Neupogen musi pójść w ruch. Toczenie krwi też już parę razy było konieczne, bo hemoglobina niziusieńka, a ja słaby, słabiusieńki... No mówię Wam - istny anemik...:-( Dziś sobota. We wtorek była chemia 4A. Ale coraz lepiej ją znoszę. Nie ma bólów jelit, zaparć ani bólów kości i stawów czy kręgosłupa po Neupogenie (odpukać). A bywały, oj bywały! Po cyklu 2B zrobili mi TK kontrolne. Pani doktor hematolog zadowolona z wyniku. Duże zmniejszenie się zmian. Duża regresja. I o to chodzi! Mam nadzieję, że dalej tak skutecznie udaje się nam (chemii i mnie) walczyć z zz:-) Czuję luz w śródpiersiu, a ucisk był ogromny, bo i węzeł urósł olbrzymi... Teraz to jakby tam nic z niego nie zostało... |