on-line: 12 gości: 12 użytkowników: 0
dzisiaj: 148 ogółem: 1851112 licznik od: 9.02.2006 |
| | autor: Madzia1, GG:12798606 | 2008-10-31 19:45 | I przyszła jesień… Czasem milutka bo jest ciepło i świeci słoneczko, a czasem niestety jest zimna i deszczowa. Najbardziej w jesieni lubię kolory liści. Ich czerwień, żółć, brąz czy złoto – to jest w niej najpiękniejsze. Niestety nie znoszę zimna i deszczu. I nie dla tego, że nie ma w deszczu nic pięknego, ale to z powodu swego rodzaju psychozy, która towarzyszy mi od momentu kiedy w moim życiu pojawiła się ziarnica. Ją udało mi się pokonać szybko i nadal trwam w remisji bo potwierdziły to ostatnio wykonane badania kontrolne, ale odporność, którą teraz mam po chemio- i radioterapii jest koszmarna. Jak bardzo mnie dołuje to, że tak strasznie muszę się pilnować żeby się nie przeziębić. Ostatni czas to niekończące się przeziębienia i koszmarny sposób leczenia tego przez lekarzy. Porażające jest to jak trudno trafić w Warszawie do dobrego lekarza jeśli chce lub nie ma się wyjścia i leczy się w państwowej służbie zdrowia. Do czego człowiek musi się uciekać żeby móc dostać się do specjalisty? Ale udało się… Po prawie trzech bezskutecznych seriach antybiotyków branych w przeciągu półtora miesiąca z powodu ostrego zapalenia ucha środkowego, udało mi się w końcu pójść do laryngologa tylko dlatego, że pojechaliśmy na ostry dyżur. Niestety punkcje zatok, które miałam w styczniu nie na długo mi pomogły. Na nowo mam obrzęki w nosie i w zatokach szczękowych, ciągłe i koszmarne bóle głowy, i stąd chore ucho. A jakby mi mało było tego wszystkiego to kości mam tak twarde, że ostatnio nie udało się lekarzowi w trakcie punkcji przebić do zatoki więc jeśli kiedyś w najbliższym czasie złapią mnie na ostro to po prostu czeka mnie zabieg laparoskopowy. Ale dosyć już marudzenia. Cieszę się, że w tych wszystkich złych chwilach towarzyszy mi najważniejszy człowiek w moim życiu. To on mi pomaga, opiekuje się mną i znosi dzielnie moje humory. A przy okazji pochwalę się, że ostatnimi czasy został perkusistą :D nie żeby mi się to aż tak bardzo podobało :D bo to ja słucham ostrego tłuczenia w bębny, ale pasuje mi to choćby dlatego, że w ten sposób możemy się odwdzięczyć koszmarnym sąsiadom za ranne pobudki wtedy, kiedy się najlepiej śpi :D Chwaląc się dalej - mam swoje pierwsze sukcesy w Warszawie. Po trzech miesiącach próbnych w pracy, we wrześniu kolejną umowę dostałam już na czas nieokreślony. Udało mi się też dostać na studia magisterskie na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym - co uważam za wielki sukces bo kryteria przyjęcia były bardzo wygórowane. Więc jak wszystko się dobrze ułoży to za dwa lata będę panią magister pielęgniarstwa :> Cóż… wystarczy już tego pisania. Jutro ważny dzień… Dzień zadumy, wspomnień, wyciszenia i spokoju. Dzień pamięci o tych, których już nie ma, a może jednak są gdzieś blisko…? Tego niestety nikt z nas nie wie…
| | komentarzy: 2, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:12798606 | 2008-07-22 13:12 | Witam wszystkich bardzo wakacyjnie ;> i choć u mnie na letnie wakacje w tym roku się nie zapowiada to wcale mnie to specjalnie nie martwi ;> W związku z tym, że Anetka się domaga wpisu, a mnie też już sumienie rusza, że od miesięcy prawie trzech nie daję znaku życia – no oprócz tego, że na forum systematycznie coś maluje - oznajmiam ;>: Jest mi w Warszawie bardzo dobrze ;> lepiej sobie tego wszystkiego nie mogłam wymarzyć. Mimo, że dorosłe życie składa się głównie z pracy to jest ona dla mnie wielką przyjemnością bo nawet po najcięższym dyżurze zawsze w domu czeka ten ktoś kochany kto potrafi największą troskę załagodzić i sprawić, że zapominam o tym co złe. Nigdy nie żałowałam tego, że wybrałam taki zawód, a teraz po tym co dotknęło mnie potrafię jeszcze lepiej rozumieć innych. Czasem myślę, że każda pielęgniarka powinna najpierw stać się pacjentem, żeby potem móc dogłębnie zrozumieć sens swojej pracy, bo przecież nie składa się tylko ona z podawania leków i robienia zastrzyków. Warszawa to same bloki, banki, sklepy, wielkie ulice i gdzie niegdzie parki :> czasem miło wrócić do swojego małego miasteczka po to tylko żeby zobaczyć, że oprócz tego szumu i zgiełku wielkiego miasta gdzieś całkiem niedaleko toczy się spokojniejsze życie. Gdzie zboża się złocą na polach bo nadszedł już czas żniw, gdzie drzewa rodzą swoje owoce i trawa nie pachnie ołowiem ;> Stolica też ma swoje uroki chociażby to, że ciągle są gdzieś jakieś koncerty, różnego rodzaju imprezy więc nie ma czasu na nudę i zawsze można wybrać coś interesującego dla siebie. Najważniejsze jest jednak to, że nie jestem tu sama, że mam przy sobie tą dobrą duszyczkę, która tak dzielnie się mną opiekuje, pomaga mi we wszystkim i znosi moje babskie humory ;> a uwierzcie mi, że czasem potrafię być nieznośna ;> cóż... kobiety już tak mają ;> Co do zdrówka naszego kochanego ;> to jest ono w jak najlepszym porządku, serduszko mnie już nie boli odkąd biorę leki i jest ok. W październiku kolejne badanka, ale nie czuję żeby coś się złego ze mną działo więc myślę, że będą dobre. Na temat poglądów patriotycznych nie mam zamiaru się wypowiadać – nigdy nie lubiłam historii ;> a i dyskusja według mnie jest bezsensowna i bardzo nietaktowna. Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie, trzymajcie się dzielnie bo jeszcze miesiąc i przyjdzie jesień i plucha, a wraz z nią sami wiecie co… ;>
| | komentarzy: 5, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:12798606 | 2008-04-29 22:09 | Jak to dobrze, że już przyszła wiosna… i na dworze tak cieplutko, w sercu jakoś radośniej, milutko słyszeć ukochany głos: Kochanie wyglądasz jak Chinka, (no bo przecież wiecznie mrużę oczka od słońca), aż się żyć chce :D Jakoś tak się utarło, że większość z nas swoje wpisy na blogu maluje wtedy, kiedy jest czas leczenia, badań i kontroli, a przecież oprócz tego toczy się nasze normalne życie, które podobno po leczeniu dla większości jest teraz lepsiejsze i inne. Tylko tak mi się jakoś wydaje, że niewiele o nim piszemy. Ja też zacznę standardowo :) Dziś wróciłam od lekarza, wyniki mam piękne choć oczywiście przez swoją niewiedzę opis TK, że w śródpiersiu obecne są drobne pojedyncze (<10 mm) węzły chłonne rezydualne doprowadził mnie do boleści serca. Ostatnimi czasy zdarzają mi się one bardzo często i z tego powodu czeka mnie w najbliższym czasie wizyta w poradni kardiologicznej, ale co tam - przeżyje – mam inne ważniejsze zmartwienia na głowie… Już niedługo czeka mnie przeprowadzka do Warszawy, a co za tym idzie zmiana pracy i to najpiękniejsze – bycie blisko najważniejszej mi osoby. Tak bardzo się tym wszystkim cieszę. Na razie nie myślę o tym czy przenosić papiery do Warszawy do CO-I, wszystko w swoim czasie :) Zakończę czymś co może się niektórym nie spodobać no, ale cóż… Kiedy tak zaglądam w naszą galerię ozdrowieńców to mam takie wrażenie, że niektóre fotki mogłyby się nadawać do jakiegoś portalu randkowego. Ja wiem, że każdy ma prawo wklejać sobie zdjęcia jakie mu się tylko podoba, ale oczywiście wypadałoby żeby nie były one, aż tak wyzywające. Tym „miłym” akcentem zakończę mój wpis :) Zaczyna się długi weekend więc życzę wszystkim miłego odpoczynku i dużo słońca - tego na niebie i tego w serduszkach :D
| | komentarzy: 5, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:12798606 | 2008-03-21 19:53 | Kochani... Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych chciałabym Wam wszystkim życzyć miłości, która jest ważniejsza od wszelkich dóbr, zdrowia, które pozwala przetrwać najgorsze, pracy, która pomaga żyć, uśmiechów bliskich i nieznajomych, które pozwalają lżej oddychać, i szczęścia Wam życzę - bo ono niejednokrotnie ocala nam życie. WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
| | komentarzy: 0, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:12798606 | 2008-01-28 18:29 | Witam wszystkich w Nowym Roku… Długo się nie odzywałam, ale jakoś tak wyszło, że nie było tak naprawdę o czym pisać. Nowy Rok zaczynam pod znakiem chińczyka… jak to się skończy, a może się już wogóle nigdy nie skończy – zobaczymy… :D:D:D Styczeń rozpoczął się pięknie a to za sprawą niektórych z Was, najpiękniejsze i najbardziej szalone spotkanie Ziarniaków (może dlatego, ze to moje pierwsze) - Baldi, Ewelka, Fantomasz i Jeyem – dziękuję Wam za to, że byliście i jesteście… Jak to miło pogadać w końcu z kimś kto ma podobne problemy do moich. Już nie mogę się doczekać następnego ZZlotu - myślę. że w końcu na maxa i ja z Wami powariuję, a nie tylko herbatka z miodkiem :D Ale co by nie było mi za różowo to ciągle się jakieś choróbska mi przyplątują. W ostatnim tygodniu spędziłam cztery dni w szpitalu, a wszystko z powodu nieustającego bólu gardła - na szczęście okazało się, że to wina zatok szczękowych, a mój lekarz cuda wymyślał i wciąż szukał przyczyny skąd to jest… Nikomu nie życzę punkcji zatok bo to nic przyjemnego , ale na pewno mniej boli niż trepanobiopsja. Oczywiście nie myślcie sobie, że jaka taka odważna jestem bo na pierwszą punkcję poszłam z płaczem, a wyszłam z uśmiechem i stwierdziłam wtedy, że za panikowanie powinnam dostać nagrodę Nobla, w sumie dzień w dzień szpile były w moim nosie bo te igły wyglądają jak druty do wełny, ale dało się wytrzymać. Za to na efekty długo nie trzeba było czekać bo w końcu oddycham normalnie, kropelek do nosa nie muszę ze sobą nigdzie nosić, a przez ostatnie dwa lata nierozłącznie mi towarzyszyły - nic się teraz nie zatyka, nie boli mnie gardło, znikła chrypka i wrócił normalny głos :D (tylko ciekawe jak długo będzie trwała ta sielanka). Teraz w końcu muszę wybrać się na onkologię po skierowania na badania bo cały styczeń już się tam wybieram, ale mam czas do kwietnia wtedy to wypadają mi kontrolne badania. Pozdrawiam wszystkich bardzo, bardzo serdecznie i przesyłam mnóstwo buziaczków... | | komentarzy: 1, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:3971002 | 2007-12-23 17:29 | Czekając, kiedy wzejdzie wigilijna gwiazda Do wpół zmarzniętej szyby przywarł chłopiec mały. Patrzył - zimowe ptaki wracały do gniazda, Jakby tego wieczoru też świętować chciały. Niegdyś gwiazda z Betlejem mędrców prowadziła, Dziś znak daje, by zasiąść do świętej wieczerzy, By biel opłatka ludzkie waśnie pogodziła, A w sercu znów zamieszkał Ten, co "w żłobie leży". Chwila jedna! Przy tobie nikną odległości, Co szare - zmienia się w odświętne, tajemnicze. Daj nam więcej dni takich, spragnionych miłości, Niech świat przy żłóbku Twoim odmienia oblicze.
Życzę Wam wszystkim nadziei, własnego skrawka nieba, zadumy nad płomieniem świecy, filiżanki dobrej, pachnącej kawy, piękna poezji, muzyki, pogodnych świąt zimowych, odpoczynku, zwolnienia oddechu, nabrania dystansu do tego co wokół, chwil roziskrzonych kolędą, śmiechem i wspomnieniami i oczywiście tego najważniejszego :-) zdrówka, zdrówka i jeszcze raz zdrówka. Wesołych Świąt! | | komentarzy: 0, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:3971002 | 2007-11-30 20:08 | hello!!! Więc tak stany podgorączkowe utrzymują mi się od tygodnia. Sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć... Byłam u lekarza zlecił mi badania i... ob mam 15, leukocyty 3.5 tys. - w tym obniżone limfocyty. Podobno mam jakiś naciek na gardle, ale wcale mnie nie boli poza chrypką i tymi durnymi stanami podgorączkowymi nie ma nic. Na wszystko dostaje Bioparox - ręce opadają... Oczywiście lekarz w przychodni kazał mi skonsultować się z onkologiem na szczęście tu doktor mnie uspokoił, że nic się nie dzieje gdyby była temperatura 38 stopni to można by było gdybać. Tylko, że ja sie okropnie czuje popołudniami bo wiecie jak to jest jak się ma 37.6 - wszystko boli, aż człowieka wykręca. Czekam cierpliwie czy nowy antybiotyk na mnie zadziała i zacznę od nowa brykać do pracy i wyjdę z tych czterech ścian do ludzi bo koooota dostaje :-) pozdrawiam wszystkich - nie dajcie sie zimie :-) P.S. Gdybyście znali jakiś lek cud na tą moją odporność to bardzo poproszę :-)od września łykam Iskial i jakoś nie widzę żeby pomagał. | | komentarzy: 1, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:3971002 | 2007-11-21 09:17 | No i wykrakałam - w nocy miałam dreszcze i gorączka... koszmarnie sie czuję nienawidzę być chora. Jak leżę jest wszystko ok wydaje mi się, ze mogłabym wszystko zrobić a jak podniosę głowę to świat mi wiruje - masakra | | komentarzy: 0, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:3971002 | 2007-11-20 23:25 | Witam - dawno nie pisałam, właściwie nic się nie dzieje - praca, dom, praca i tak na zmianę. W styczniu mam wizytę kontrolną, jadę tylko pokazać się doktorowi i pewnie pozleca mi badania. Jesienna pogoda nie nastraja mnie zbyt dobrze - sądzę chyba, że nie tylko mnie. Czasem ciężko rano zwlec się z łóżka, a jeszcze ciężej pójść spać - jakiś "nocny marek" się zrobiłam i te huśtawki nastroju - nie do zniesienia to jest. Ogólnie czuję się dość dobrze chociaż czuję, że chyba coś się zaczyna przyplątywać kicham niemiłosiernie często i głowa mnie boli - jak znam życie to pewnie zatoki... Jedna rzecz mnie niepokoi - nigdy w nocy nie wstawałam i nie jadłam, teraz zdarza mi się to coraz częściej, nie bardzo mogę chodzić w obcisłych golfach bo mnie duszą, raz mi zimno raz gorącą - zastanawiam sie czy to nie tarczyca. Czy to możliwe, że to może być skutkiem ubocznym naświetlań? Gdyby ktoś coś na ten temat wiedział to piszcie, nie chę pytać moich lekarzy pomyślą, że za bardzo panikuję no a przecież nie będę z tym jechała do Kielc, ale mnie to trochę niepokoi... | | komentarzy: 0, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:3971002 | 2007-11-09 12:46 | Witam! Właściwie wszystko już napisałam nie podziękowałam tylko tym, którym powinnam :-)więc: - dziękuję mojej najukochańszej siostrzyczce, która tak o mnie dbała i czuwała nade mną w te najgorsze dni ;-); - mamie i szwagrowi za to, że jeździli ze mną na każdą chemię i znosili moje nieraz nie do wytrzymania humory :-); - tacie oczywiście :-); - Lusi nie zapominam o Tobie - bo też jesteś kochaną siostra :-); - Miśce, że zawsze przy mnie była i jest :-); - Gabi za częste wizyty :-); - Niusi za telefony i eski :-); - dziękuję Beacie i Tomkowi :-); - wszystkim koleżankom ze ŚCO w Kielcach - świetne pielęgniarki :-); - mojemu szefowi za pomoc i wsparcie :-); - wszystkim lekarzom; - mojej kochanej Gosi za doping w trakcie wlewów, odwracanie uwagi od DTIC i za najwspanialsze wakacje jakie miałyśmy :-), - i Bogu dziękuję, że jeszcze pozwolił mi żyć i cieszyć sie światem i ludźmi :-). Jest jeszcze wiele osób, którym powinnam podziękować - więc dziękuję i przepraszam, ze nie wymieniam Was z imienia, też macie w moim zwycięstwie swój udział. P.S Aniu czekam dziś wieczorem na Ciebie na gg Buziaczki | | komentarzy: 0, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:3971002 | 2007-11-07 22:20 | Cześć Słoneczka :-) macie śnieg? bo u mnie wczoraj po raz pierwszy spadł, ale szybko deszcz go stopił :-)Na czym to ja skończyłam?... Na tym, że wróciłam do pracy - no tak. W październiku miałam TK i USG - jest ok :-) czyli mam rocznicę, minął roczek odkąd jestem w remisji, wyniki krwi też są ekstra - jest czym się cieszyć. Podsumowując jednak tamten czas nasuwa mi się wiele wniosków: - jestem bogatsza o nowe doświadczenia; - kocham życie jak nigdy przedtem; - cieszy mnie każdy dzień; - każda najdrobniejsza rzecz; - chłonę wszystko nową niewyczerpaną siłą; - robię wszystko to czego kiedyś nie chciałam próbować bo się bałam (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku) :-) - pozostało przy mnie niewielu przyjaciół, ale Ci co zostali zawsze mogę na nich polegać; - nauczyłam się być troszkę egoistką, potrafię już powiedzieć "nie" gdy coś mi się nie podoba lub czegoś nie chcę - kiedyś tak nie potrafiłam; - i co najlepsze w końcu nauczyłam sie perfekcyjnie jeździć autem bo prawo jazdy mam osiem lat, a tak naprawdę kiedyś byłam tylko przysłowiowym niedzielnym kierowcą, oczywiście rower nie poszedł do lamusa, ale sami wiecie jak to z nami jest... uważać, uważać i jeszcze raz uważać na siebie :-). A to co złe dalej we mnie jest mimo, że tyle przeszłam to to, że nie udało mi się przestać palić papierosy i tak naprawdę jeśli sama do tego nie dojdę, że robię źle to żadne gadania nic tu nie dadzą... Cieszę się że istnieje ta stronka - naprawdę wielkie ukłony w stronę Baldiego - Jesteś WIELKI!!! Dzięki niej mam już kilku nowych i wspaniałych znajomych, których teraz pozdrawiam :-)i oczywiście całą resztę Ziarniaków musimy się trzymać razem - w jedności siła :-) buziaczki dla wszystkich. | | komentarzy: 1, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:3971002 | 2007-11-04 16:12 | cześć Ziarnole! :-) jak na Was wpływa jesienno-zimowa aura? - bo na mnie masakratycznie :-), ale się trzymam co tam... Ewelka pisałam do Ciebie na gg, ale milczysz. Odezwij no się proszę tematów wspólnych mamy wiele chociażby ostatni problem z Martusią ( wiesz pewnie o co mi chodzi )więc czekam na wieści od Ciebie :-) A teraz dalszy ciąg tego co już mam za sobą :-): Od 5 do 27 marca miałam naświetlania, minęłam się wtedy z Gosią, ona miała je miesiąc przede mną. Radio to pryszcz w porównaniu z chemią, chociaż w drugim tygodniu zaczęło mnie trochę kłuć gardełko, ale dolo angin mi pomógł - polecam go wszystkim :-)W końcu zaczęłam chudnąć... Dokładnie pierwsze trzy kilogramy mi zleciało, zostało jeszcze pięć - bo tyle przytyłam po sterydach. W trakcie naświetlań chodziłam na spotkania z Simontona, które prowadzili psycholodzy z ŚCO noi podjęłam decyzję o poważnej rozmowie z moim mężczyzną, albo będzie dobrze albo koniec... Niestety nie wytrzymał próby i wszystko sie skończyło, ale nie rozpaczam :-) 27 kwietnia miałam kontrol po radio i Pani doktor oczywiście pozlecała mi TK i USG 28 kwiecień - moje 27 urodziny... 8 maj - TK i USG 3 czerwca urodził się Nikoś nasze małe Słoneczko ważył 4kg i miał 61 cm długości - duży co? A moja siostra taka chudziutka jest. Gdybyście chcieli zobaczyć jego zdjęcia podaję linka na jego stronkę: 5 lipiec kontrola na onkologii - wszystko bez zmian jak fajnie!!! 9 sierpnia pojechałam po zaświadczenie do pracy. Od 23 sierpnia wieeelki powrót jupi!!! :-) 0d 24 sierpnia do 10 września miałam urlop 11 byłam już w pracy, jak na razie chodzę tam jak na skrzydłach, kocham to co robię i nie wyobrażam sobie innej pracy... | | komentarzy: 2, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:3971002 | 2007-11-01 23:26 | 2 luty ostatnia wizyta u chemioterapeuty jestem już zupełnie zdrowa HHHHUUURRRAAA!!!! Ale poszliśmy z doktorem do radioterapeutów i stwierdzili, że mogę ale nie muszę mieć radio bo to będzie dawka profilaktyczna dla podtrzymania efektu leczenia. Właściwie decyzja należała do mnie. Ale co miałam wybrać - gdyby za kilka lat wszystko wróciło wtedy bym żałowała, że z tego nie skorzystałam. 13 luty kolejna TK przed radio i konsultacja psychiatryczna, a ja jak miałam dołki tak mam nadal, ale wtedy to już wiedziałam czyja one są zasługą. Teraz to już była chyba kwestia czasu kiedy znajdę w sobie tyle siły żeby zakończyć ten związek... 28 luty Symulator od 5 marca zaczęłam naświetlania.. | | komentarzy: 0, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:3971002 | 2007-11-01 22:51 | Witam :-) zamilkałam na chwilkę ale już jestem. Oto i ciąg dalszy: 6 października miałam III/1 ABVD, leukocyty były w jak najlepszym porządku. 20 październik III/2 ABVD Teraz już w ciągu 14 dni przerwy między jedna a drugą chemią miałam 7 zastrzyków Granocyte pierwsze cztery zaczynałam brać dwa dni po chemii, a resztę na cztery dni przed chemią. Wtedy też pierwszy raz w trakcie chemii zdarzyło mi się wymiotować... od tej pory tak strasznie się bałam, że znów to się powtórzy i moje śniadanie w dniu chemii zaczęło się składać głównie z połowy suchej bułki - nic poza tym - byle nie podrażnić żołądka; Na 31 października miałam ustaloną TK i USG - teraz już byłam w połowie chemioterapii... 3 listopad IV/I ABVD Pamiętam dokładnie ten dzień bo wtedy usłyszałam od lekarza: wszystko się cofnęło - jesteś już w remisji i że szpik też jest czyściutki. Myślałam, ze to już koniec chemii i wszystkiego tego co było do tej pory, ale niestety nie chemię trzeba wziąść do końca... "Ochrzantus" mojego lekarza zapamiętam do końca życia :-) bo powiedział mi wtedy dość dosadnie, że zamiast się cieszyć i dziękować Bogu, że tak szybko wszystko się udało to ja coś tworzę... A ja naprawdę się cieszyłam, no bo kto przy zdrowych zmysłach nie byłby z tego powodu szczęśliwy, tylko perspektywa kolejnych chemii mnie przytłaczała; 20 listopad IV/2 ABVD Przyjechał mój tato i przywiózł Kapiego :-)piękniejszego pieska nie mogłam sobie wymarzyć - jak ja kocham moje małe Słoneczko tyle radości mi sprawił, że nie macie pojęcia... 5 grudzień V/1 ABVD 6 grudnia miałam komisję w ZUSie bo już pół roku byłam na zwolnieniu. Lekarz jak mnie zobaczył chciał mnie wysłać od razu na rentę, na którą oczywiście się nie zgodziłam, no gdzie ja - jak ja tu myślę sobie jak najszybciej wrócić do pracy - że też musiała mi ta komisja wypaść dzień po chemii, wtedy kiedy tak źle sie czułam i wyglądałam. Koniec końców dostałam świadczenie rehabilitacyjne na okres ośmiu miesięcy, czyli w sierpniu na pewno wróciłabym do pracy; 19 grudzień V/2 ABVD - znów wymiotowałam... 3 styczeń 2007 VI/1 ABVD - nie wiem jak to się stało, ale zaczęłam łapać koszmarnego doła... Źle się zaczęło układać między mną, a moim chłopakiem i być może po części tez przez to tak reagowałam na chemię, zaczynałam być zła na cały świat dlaczego to ja muszę przez to wszystko przechodzić, dlaczego nie mam włosów, dlaczego wyglądam jak mały potworek bo byłam coraz grubsza i bardzo źle się z tym czułam. Płakałam wtedy jak "bubr" - tak bardzo nie chciałam tego dnia tej chemii nawet nie potrafiłam sie cieszyć tym, że to już przedostatnia, że jeszcze jedna i koniec. Na szczęście mój lekarz to zauważył i 8 stycznia miałam pierwszą konsultację psychiatryczną - nowe leki i miała nastąpić poprawa... 17 styczeń VI/2 ABVD ostatnia chemia ostatnie siedem zastrzyków Granocyte po i badania 31 stycznia... | | komentarzy: 0, dodaj komentarz |
| autor: Madzia1, GG:3971002 | 2007-10-30 21:58 | 15 lipca wyszłam ze szpitala; 17 lipca miałam kontrol - wszystko pięknie się goiło, miałam założone śródskórne szwy więc blizna na pewno nie będzie widoczna. Wynik miał być za dwa tygodnie - to były najdłuższe dwa tygodnie mojego życia, ale miałam i tak bardzo dużo w sobie siły. Ile ja nocy i dni spędziłam na czytaniu o chłoniakach i ziarnicy to nie macie pojęcia, ale nie wiem skąd tak naprawdę wiedziałam i cały czas czułam, że to będzie ta choroba nawet będąc na studiach nie miałam takiej wiedzy o tym nowotworze jak wtedy. 28 lipca pojechałam po wynik, którego niestety nie dostałam bo lekarz nie zdążył go jeszcze podpisać. Sobota i niedziela ciągnęła się w nieskończoność... 31 lipca dostałam w końcu "wyrok": Hodkin lymphoma typ klasyczny (NS II) stopień zaawansowania B - rozpłakałam się ale z ulgi, tak bardzo się cieszyłam, że to ziarnica, a nie chłoniak, myślałam że do nieba podskoczę tak bardzo dziękowałam Bogu, że to to. Teraz już wiedziałam, że przede mną czas walki, ale czułam, ze wygram. Nawet nie przerażała mnie perspektywa chemii, ani tego, że włosy mi wyjdą - czułam, że dam radę. 3 sierpnia miałam pierwszą wizytę u chemioterapeuty; 4 sierpnia kolejna TK i USG; 7 sierpnia byłam już na oddziale chemioterapii. Pierwsze dwa dni to niekończące sie konsultacje i najgorsze przynajmniej dla mnie - Trepanobiopsja - jak ja się bałam tego badania to masakra, tak sie nakręciłam, że nawet hydroxyzyna na mnie nie zadziałała. Nie jadłam od rana, jedna nerwówka, ale nie było tak źle Pani doktor to anioł, wszystko dokładnie tłumaczyła i tak delikatnie i zwinnie to robiła, że wytrzymałam :-) po prostu strach ma wielkie oczy. 9 sierpnia dostałam I/1 kurs ABVD - nie było tak źle, świetnie to zniosłam, troszkę mi było niedobrze, DTIC powolutku zleciało - nawet nie bolało, ale trochę poszło poza żyłę czego skutki odczułam potem i czuję niestety do dziś. Po pierwszej chemii czułam się naprawdę dobrze, tak jakbym nic nie dostała. Jadłam normalnie, siły miałam w sobie tyle co zawsze - właściwie nic sie nie zmieniło. W drugim tygodniu zaczęły mi wypadać włosy. W międzyczasie przyjechała moja mama i trwała przy mnie wiernie - nie lubię o tym pisać, ale przez ten czas, o którym pisałam do tej pory radziłam sobie sama no była przy mnie moja siostra i mój chłopak... 22 sierpnia miałam mieć następny kurs chemii też na oddziale - miałam mieć bo niestety spadły mi leukocyty (2,4 tys.. Doktor przepisał mi 2 zastrzyki Granocyte i za trzy dni kazał przyjechać. Wróciłyśmy do domu i wtedy zaczęłam troszkę czuć, ze boli mnie gardło - no tak pomyślałam to teraz sie zaczyna to czego sie wogóle nie spodziewałam; 25 sierpnia leukocyty były już w granicach normy więc mogłam dostać kolejny kurs chemii. Gardło bolało nadal w nocy źle się czułam nie mogłam spać bo miałam stan podgorączkowy bardzo chciałam być już w domu; Kolejne chemie dostawałam już na oddziale dziennym. 3 zastrzyki Granocyte zostały już na stałe wpisane do mojego leczenia. A po drugiej chemii włosy zaczęły mi nw ogromnych ilościach wychodzić,pierwszy raz gdy ich tak dużo wypadło mi przy myciu płakałam okropnie chociaż wcześniej mówiłam, ze włosy to najmniejszy pryszcz, w życiu nie pomyślałam, ze tak dużo mogę ich mieć, połowa na pewno została w wannie. Wtedy zdecydowałam z mama, że zetniemy ich na bardzo króciutko i zaczęłam już sobie chodzić w chusteczce. 8 wrzesień II/1 ABVD na oddziale dziennym. Byłam przerażona tym wszystkim rano na badania, potem czekanie na wyniki krwi i dopiero na oddział. Leukocyty miałam wtedy 3,3 tys.- chemie dostałam i dodatkowy zastrzyk Granocyte czyli w sumie miałam już ich cztery. Jak przypomnę sobie jak mnie wtedy pierwszy raz tak bardzo bolało jak leciało DTIC to koszmar zaczynałam nienawidzić ten lek, a podobno on był jednym z najważniejszych. Najprzyjemniejsze w tym dniu było to, ze poznałam Gosię, żywa wesoła radosna dziewczyna leczyła sie z tego samego powodu co ja podziwiałam, ze tak dzielnie to znosi ja już nie miałam siły do DTIC. Odbiegając od tematu teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, nie możemy żyć bez siebie :-) 22 wrzesień II/2 ABVD - po czwartej chemii zaczęłam się coraz gorzej czuć zmieniał mi się smak - co ja nie robiłam żeby go czymś zabić, ciągle mi było niedobrze pierwsze trzy, cztery dni po chemii znikałam w łóżku, wstawałam tylko na jedzenie właściwie tylko wtedy kiedy mama mnie obudziła bo sama bałam sie cokolwiek wziąść do ust byle mi tylko nie było niedobrze. Potem już wszystko wracało do normy musiałam tylko uważać żeby gdzieś nie zmarznąć , albo żeby się nie zgrzać bo gardło zaczynało mnie regularnie boleć. Zaczęłam wtedy pić sok z jeżówki purpurowej, ale niewiele to pomagało...
| | komentarzy: 0, dodaj komentarz |
|
|