Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

Wydolnośc organizmu po leczeniu - aktywność fizyczna

Autor: rodzynka • 26.02.2013 21:32 • 23 odpowiedzi

Kasiar

12.03.2013 00:27

Odpowiedz
Co do frakcji - najniższa była poniżej 40, nie pamiętam dokładnie. Strach był, bo frakcja zaczęła bardzo gwałtownie spadać i się pogarszać, jak trafiłam na kardiologie było poniżej 40, lekarze myśleli, że będzie jeszcze gorzej, ale na szczęście się zatrzymało... teraz mam około 50, więc jest naprawdę dobrze, ale ostatnio podczas echa lekarz zaczął coś wspominac o problemach z tętnicą płucną i o zastoinowej niewydolności, no ale zobaczymy...
U mnie w trakcie chemii echo zawsze wychodziło okej, lekarz chwalił i dziwił się, że jest tak dobrze, za to jakieś pół roku po zakończeniu leczenia zaczęłam odczuwać "przeskakiwanie" w sercu, siniały mi dłonie i stopy. Szczerze mówiąc myślałam, że to chwilowe i minie... Przeskakiwanie z czasem się nasiliło, takie dodatkowe drgnięcia serca, zaczęłam biegać i ćwiczyć, do tego przypałętał się wirus opryszczki na plecach, wzięłam kilka opakowań heviranu i zaczęłam tracić przytomność w różnych nieoczekiwanych miejscach i sytuacjach. myslałam, że to przez lek, że minie... bla, bla, bla... w końcu rodzice zmusili mnie do wizyty u kardiologa, ten założył mi holter i okazało się po dłuższych przygodach z diagnozowaniem, że mam częstoskurcz komorowy z epizodami utraty przytomności. i nie ma możliwości wykonania ablacji i wg lekarzy jedynym rozwiązaniem jest kardiowerter, który mnie kopnie jak serce się zatrzyma. ale też natychmiast dali mi blokery do łykania i od tamtej pory zero omdleń powodowanych częstoskurczem/migotaniem. częstoskurcze czasami się zdarzają, ale mijają same, no i są coraz rzadziej... i kardiolodzy, i onkolog po wielu rozmowach doszli do wniosku, że serce po chemii jest zagadką i że czas i mój młody wiek (22 lata) mogą dużo pomóc. Więc biorę lek-czas i czekam ;)

rodzynka

15.04.2013 16:36

Odpowiedz
Odświeżam wątek :)
1,5 miesiąca codziennych ćwiczeń (no prawie, bo kilka dni chorowałam) - trening adaptacyjny 1,5 tygodnia. Ćwiczenia kardio + trochę na maszynach, aby obudzić mięśnie z półrocznej drzemki, kiedy to sobie chorowałam ;)
Widzę niesamowite efekty, jeśli idzie o wydolność - na początku dwa kroki na orbitreku i tętno HR max po minucie, potem siódme poty i zgon. A teraz - luzik, 45 minut mykam dosyć szybko z tętnem takim, jakie powinno być, czyli ok. 130. I nawet brzuszki, których nienawidzę, nie sprawiają mi problemu. Niestety, nic nie schudłam, jest mnie nawet 2 kg więcej, bo mnie trochę przeraża, bo dawno przekroczyłam BMI 30 :(

Za tydzień mam wizytę w klinice chorób metabolicznych, bo po encortonie nie dość, że nie mogę schudnąć i tyję (mimo diety i ćwiczeń), to jeszcze mam kosmiczny cholesterol - a zawsze miałam w normie, do tego nie jem tłuszczów zwierzęcych, ani mięsa. Kosmos. Jednak mimo tego jestem szczęśliwa, cudownie jest chodzić i skakać z radości ;-)

Nessa

15.04.2013 18:11

Odpowiedz

widzisz :) będzie dobrze, trochę cierpliwości i wytrwałości a osiągniesz cel :)

beata79

15.04.2013 20:04

Odpowiedz

O 18:36, dnia 2013-04-15 Rodzynka napisał(-a):

Odświeżam wątek :)

1,5 miesiąca codziennych ćwiczeń (no prawie, bo kilka dni chorowałam) - trening adaptacyjny 1,5 tygodnia. Ćwiczenia kardio + trochę na maszynach, aby obudzić mięśnie z półrocznej drzemki, kiedy to sobie chorowałam ;)

Widzę niesamowite efekty, jeśli idzie o wydolność - na początku dwa kroki na orbitreku i tętno HR max po minucie, potem siódme poty i zgon. A teraz - luzik, 45 minut mykam dosyć szybko z tętnem takim, jakie powinno być, czyli ok. 130. I nawet brzuszki, których nienawidzę, nie sprawiają mi problemu. Niestety, nic nie schudłam, jest mnie nawet 2 kg więcej, bo mnie trochę przeraża, bo dawno przekroczyłam BMI 30 :(

Za tydzień mam wizytę w klinice chorób metabolicznych, bo po encortonie nie dość, że nie mogę schudnąć i tyję (mimo diety i ćwiczeń), to jeszcze mam kosmiczny cholesterol - a zawsze miałam w normie, do tego nie jem tłuszczów zwierzęcych, ani mięsa. Kosmos. Jednak mimo tego jestem szczęśliwa, cudownie jest chodzić i skakać z radości ;-)

Z tą wagą to jest jakiś dramat. Ja przeżywam dokładnie to samo, bo prowadząc bardzo aktywny tryb życia, regularnie ćwicząc itp...tyję zamiast chudnąć... Ja rozumiem, że mięśnie ważą więcej niż tłuszczyk, ale kurde mimo wszystko powinno cos lecieć w dół... a tu ostatnio znowu +2kg :-(