Basiu, miałam to samo, wszystkie rodzaje chemii jakie są.
Po IGIEVie udało mi się załapać ... wielkie mi co .... 70% remisji.
Lekarz zaryzykował tzw. przeszczep ratunkowy. W bardzo niewielu przypadkach działa. Bo jak zapewne wiesz, przeszczep to tylko kropka nad 'i", i trzeba mieć remisję aby być dopuszczonym. Wiąże się z tym również ryzyko śmierci. U mnie "obliczono" takie ryzyko na 20%. Byłam po ponad 2 latach leczenia, mocno przetoczona chemią.
Uzyskałam remisję. Miesiąc po przeszczepie zaczęłam program SGN-35. I teraz nie wiem czy dzisiejsza remisja to efekt tego leku czy przeszczepu. Bo w ramach programu, nie wiem czy otrzymuje lek czy nie. Na tym forum jest mnóstwo info o SGN-35. Poczytaj sobie.
Wiem Basiu, że to trudny temat. Ja już oswajałam się z faktem pożegnania się ze światem. Miałam szalone pomysły, aby sprzedać mieszkanie i wyjechać na Karaiby. Grzać dupsko w ciepłych piaskach i drinkiem w ręku i pierdolić to wszystko. Ale śmierć nie łatwa w żadnym wydaniu. Ani tu w szarej rzeczywistości ale wśród bliskich - ani gdzieś na "wakacjach". Nie mogłam też pojąć jak może być aż tak źle - skoro źle czuje się tylko w szpitalu. A jak wychodzę czuję świetnie. Więc dlaczego moje wyniki wskazują, że jestem na granicy śmierci? Nie wierzyłam w to wszystko szczerze mówiąc.
Postanowiłam jednak zawalczyć. Zaryzykowałam przeszczep. I powiedziałam sobie...będzie co będzie. Zadbałam o wiele spraw "na wszelki wypadek". Trzeba mieć wiele odwagi i determinacji, aby próbować, kiedy szanse są niewielkie. Sama poczujesz kiedy jest moment na "tak, dam radę" albo " dość, nie mam siły". Basiu, to jak, dasz radę?:)
Nie jestem może idealnym wsparciem, bo mówię wprost jak jest. Ale jeśli będziesz potrzebowała z kimś pogadać, kto zna te rozterki, daj znać. Dam do siebie namiary.
Pozdr,
INES
Ines jesteś niesamowita. Widać trzeba walczyć i można wygrać!!! Dziewczyny, ale jak to było z Waszym leczeniem. ABVD nie działało od początku, czy najpierw było ok, a potem dopiero nawroty?