Jutro idę na 8 wlew. Wiem, że zostanie tylko 4, PET po 1 i 2 cyklu wykazał prawidłową odpowiedź na leczenie, odliczam dni do 16 kwietnia - ostatnia chemia i......wymiękam. Od niedzieli mam doła, nie mogę spać, rano budzę się mokra (pewnie od efectinu) i roztrzęsiona. Jutro pobudna o 6 rano i krew, a potem kiblowanie do 12 zanim zostanę wezwana do lekarza, czekanie na chemię....i ok 15 do domu. Na samą myśl mam gluta z gardle. Powtarzam sobie, że jeszcze chwila i będzie koniec, włosy do jesieni odrosną, zmienię pracę, zacznie być normalnie, wszystko się jeszcze ułoży...a za chwilę ryk. Kurcze jak sobie radzić????
To tak jak Ja wczoraj byłam na 8 wlewie. I cały czas powtarzałam sobie, że już tylko zostanie 4. Później 3,2,i 16 kwietnia koniec jupi!!! Już tyle przeszłyśmy że damy radę!!! Grunt to pozytywne nastawienie pamiętaj, że my mamy o tyle dobrze, że zz jest najlepiej poznanym nowotworem i czułym na chemię. Wczoraj rozmawiałam z pewną Panią (inny nowotwór), ona nie odlicza bo nikt nie potrafi jej powiedzieć ile jeszcze.. My możemy odliczać do końca. Ja badania PET nie miałam bo limity się skończyły, ale jestem dobrej myśli. Zapytaj się swojego lekarza może miałabyś możliwość robienia morfologii dzień wcześniej. Wtedy nie musiałabyś koczować tyle czasu. Dla mnie też jest męczące
to czekanie (moja Pani dr nie zgodziła się na taki wariant. Ale jak to mówią bliżej jak dalej;) Powodzenia życzę i przede wszystkim wytrwałości.