Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

MILOSC jak/czy powiedziec o chorobie

Autor: Ania • 09.12.2012 14:08 • 14 odpowiedzi

Ania

09.12.2012 14:08

Odpowiedz
Witam
mam taki dylemat, jestem prawie 10 lat w remisji, poznalam kogos z kim chcialabym zalozyc rodzine i zastanawiam sie czy powinnam (przed slubem) powiedziec narzeczonemu o mojej chorobie. Troche sie boje reakcji bo bardzo mi na nim zalezy. Wiem wiem jak kocha to nie bedzie mial z tym problemu ale mimo to sama nie wiem jak i kiedy mu to najlepiej powiedziec. Jest to dla mnie wazne bo chcialabym by wiedzial ze bede miala obawy o swoje zdrowie gdy zajde w ciaze a jesli mu o tym nie powiem bede sie jeszcze bardziej stresowac. Czy ktos moze co w tym temacie poradzic? Z gory dziekuje i pozdrawiam.

INES

09.12.2012 15:22

Odpowiedz
Jestem przekonana, że musisz powiedzieć. I dziwię się, że do tej pory tego nie zrobiłaś. Ta choroba to bardzo ważny punkt naszego życia. Dzielenie się z bliskimi takim doświadczeniem najczęściej wzmacnia więzi. Nawet jeśli o tym tylko opowiadasz.

Zatajając to celowo przed nim, częściowo dopuszczasz się kłamstwa. Myślę, że Twój narzeczony byłby rozczarowany, że go nie doceniasz.

Przepraszam, że tak z grubej rury, ale naprawdę tak sądzę.

Pozdrawiam ciepło, INES

Tomek

09.12.2012 17:43

Odpowiedz

O 15:08, dnia 2012-12-09 Ania napisał(-a):

Witam

mam taki dylemat, jestem prawie 10 lat w remisji, poznalam kogos z kim chcialabym zalozyc rodzine i zastanawiam sie czy powinnam (przed slubem) powiedziec narzeczonemu o mojej chorobie. Troche sie boje reakcji bo bardzo mi na nim zalezy. Wiem wiem jak kocha to nie bedzie mial z tym problemu ale mimo to sama nie wiem jak i kiedy mu to najlepiej powiedziec. Jest to dla mnie wazne bo chcialabym by wiedzial ze bede miala obawy o swoje zdrowie gdy zajde w ciaze a jesli mu o tym nie powiem bede sie jeszcze bardziej stresowac. Czy ktos moze co w tym temacie poradzic? Z gory dziekuje i pozdrawiam.

Ciężka sprawa z tym mówieniem o chorobie. Ale ja powiedziałem swojej dziewczynie. Choroba to leczenie chemią i radio. Leczenie to ryzyko niepłodności. Ktoś z kim chcesz założyć rodzinę powinien chyba wiedzieć o tym, że istnieje ryzyko, że jesteś bezpłodna (niestety istnieje - jak duże - nie pytaj mnie o to). Druga rzecz to zaufanie. Ciężko mówić o własnej chorobie, ale podzielić się z kimś, kto ma być blisko przez resztę życia to jest sprawa zaufania - dzielenia się rzeczami najbardziej osobistymi (przeżyciami podczas choroby fizycznymi i psychicznymi). Jeżeli się nimi nie podzielisz - ktoś może to odczytać jako brak zaufania. Postaw się sama w tej sytuacji. Czy chciała byś wiedzieć o tym, czy byłoby ci miło gdybyś dowiedziała się o pewnych sprawach po ślubie ?

Lena

09.12.2012 18:21

Odpowiedz

Zgadzam się z przedmówcami. Koniecznie trzeba powiedzieć! Prędzej czy później i tak się dowie, chodzisz przecież na kontrole, masz dokumenty. Wiesz jak by się czuł gdyby kiedyś natknął sie na segregator z PETami czy TK? Myślę, że mógłby zastanawiać się co jeszcze przed nim ukrywasz skoro o tak ważnej rzeczy mu nie powiedziałaś.

Ania

09.12.2012 20:27

Odpowiedz

Kochani dziekuje wam za odpowiedz, szczerze powiem ze oczekiwalam zupelnie innych odpowiedzi. Mysle jednak, ze macie racje, boje sie jak zareaguje ale powiem mu o tym.

x-man-ch

10.12.2012 07:32

Odpowiedz
Ej no głowa do góry, przełknij ślinie i do przodu...
Trzeba mówić o takich rzeczach, będzie dobrze zobaczysz - a jednocześnie dowiesz się jak mu na Tobie zależy :)

Ewa

10.12.2012 09:15

Odpowiedz

O 15:08, dnia 2012-12-09 Ania napisał(-a):

Witam

mam taki dylemat, jestem prawie 10 lat w remisji, poznalam kogos z kim chcialabym zalozyc rodzine i zastanawiam sie czy powinnam (przed slubem) powiedziec narzeczonemu o mojej chorobie. Troche sie boje reakcji bo bardzo mi na nim zalezy. Wiem wiem jak kocha to nie bedzie mial z tym problemu ale mimo to sama nie wiem jak i kiedy mu to najlepiej powiedziec. Jest to dla mnie wazne bo chcialabym by wiedzial ze bede miala obawy o swoje zdrowie gdy zajde w ciaze a jesli mu o tym nie powiem bede sie jeszcze bardziej stresowac. Czy ktos moze co w tym temacie poradzic? Z gory dziekuje i pozdrawiam.

Ja bym na Twoim miejscu, tak na wszelki wypadek przebadala sie ginekologicznie tj.sprawdzila poziom hormonow, aby wykluczyc ewent. bezplodnosc po chemioterapii.

Ania

11.12.2012 19:11

Odpowiedz
Witam,
postanowilam poradzic sie jeszcze kolezanki spoza forum ktora wie o mojej chorobie i ona akurat ma zupelnie inne zdanie na ten temat, a mianowicie jesli chodzi o bezplodnosc to i tak nie wiadomo czy ona nastapila po leczeniu czy istniala od poczatku (w moim przypadku nie badalam sie jeszcze wiec w sumie nie wiem) w takim wypadku kazdy musialby sie przed slubem przebadac nawet ten kto nie przeszedl chemioterapii. Z drugiej strony to bylo 10 lat temu od tego czasu remisja, przeciez nie moge kazdego potencjalnego kandydata na meza informowac o wszystkich moich dolegliwosciach, osobiscie wolalabym nie wiedziec, gdyby to on chorowal w przeszlosci.
Na razie wiec pojde sie przebadac i jesli okaze sie ze nie moge miec dzieci to wtedy go poinformuje. Pozdrawiam

Tomek

11.12.2012 19:58

Odpowiedz

O 20:11, dnia 2012-12-11 Ania napisał(-a):

Witam,

postanowilam poradzic sie jeszcze kolezanki spoza forum ktora wie o mojej chorobie i ona akurat ma zupelnie inne zdanie na ten temat, a mianowicie jesli chodzi o bezplodnosc to i tak nie wiadomo czy ona nastapila po leczeniu czy istniala od poczatku (w moim przypadku nie badalam sie jeszcze wiec w sumie nie wiem) w takim wypadku kazdy musialby sie przed slubem przebadac nawet ten kto nie przeszedl chemioterapii. Z drugiej strony to bylo 10 lat temu od tego czasu remisja, przeciez nie moge kazdego potencjalnego kandydata na meza informowac o wszystkich moich dolegliwosciach, osobiscie wolalabym nie wiedziec, gdyby to on chorowal w przeszlosci.

Na razie wiec pojde sie przebadac i jesli okaze sie ze nie moge miec dzieci to wtedy go poinformuje. Pozdrawiam

Każdego potencjalnego kandydata o mamo. Musi ich być wielu. To zabrzmiało w ten sposób jakby ich było więcej niż katolików w Podkarpackim. Co do bezpłodności może być tak, że po prostu byłaś, jesteś bezpłodna. Ale o tym nie wiesz. Choroba zwiększa ryzyko bezpłodności, więc to jest zasadnicza różnica. Poza tym, naprawdę wolała być nie znać przeszłości męża? Chorował, to jego sprawa?

INES

12.12.2012 09:09

Odpowiedz
Aniu, odnoszę wrażenie, że jesteś bardzo siebie niepewna.
Fakt, że to zatajasz, pokazuje jasno, że boisz się odtrącenia.
Bo z jakich innych powodów masz wątpliwości?

Po przejściach związanych z choroba nowotworową, często zaniżamy poczucie własnej wartości. Wypadamy z rynku pracy, nasz wygląd się zmienia, inaczej patrzymy na otoczenie itd. U Ciebie minęło aż 10 lat i nadal chyba tkwi w Tobie poczucie, że jesteś "niedoskonała". Być może boisz się, że partner ucieknie, bo pomyśli, że jak będzie nawrót to będzie musiał się z Tobą "męczyć" itd.

Cokolwiek popycha Cię do dalszych gierek utajniania historii choroby, zapewniam Cię, że jest to ślepa ulica. Trudno mi wyobrazić sobie wartościowy i dojrzały związek, w którym mam problem w powiedzeniu o swojej przeszłości.

iwona

12.12.2012 15:52

Odpowiedz

O 20:11, dnia 2012-12-11 Ania napisał(-a):

Witam,

postanowilam poradzic sie jeszcze kolezanki spoza forum ktora wie o mojej chorobie i ona akurat ma zupelnie inne zdanie na ten temat, a mianowicie jesli chodzi o bezplodnosc to i tak nie wiadomo czy ona nastapila po leczeniu czy istniala od poczatku (w moim przypadku nie badalam sie jeszcze wiec w sumie nie wiem) w takim wypadku kazdy musialby sie przed slubem przebadac nawet ten kto nie przeszedl chemioterapii. Z drugiej strony to bylo 10 lat temu od tego czasu remisja, przeciez nie moge kazdego potencjalnego kandydata na meza informowac o wszystkich moich dolegliwosciach, osobiscie wolalabym nie wiedziec, gdyby to on chorowal w przeszlosci.

Na razie wiec pojde sie przebadac i jesli okaze sie ze nie moge miec dzieci to wtedy go poinformuje. Pozdrawiam

dziwczyno dałaś radę z ziarnicą, a boisz się powiedzieć ukochanemu prawdę o sobie?! nie rozumiem... jeżeli on tego nie da rady zaakceptować, to chyba nie warto z takim człowiekiem wiązać planów życiowych...

wiadomo, że nie każdemu musisz mówić o tym, że chorowałaś, ale nie z każdym chyba chcesz iść przez życie... jeżeli to coś poważnego - radziłabym szczerą rozmowę

Tilia

12.12.2012 20:00

Odpowiedz

Niestety choroba jest ważnym elementem naszego życia i różne mogę być konsekwencje leczenia. Nigdy nie wiadomo co i kiedy się pokaże. Oby nigdy nic ale jesteśmy w grupie podwyższonego ryzyka. Zatajenie takiej informacji przed bliską osobą jest kłamstwem a ja nie wyobrażam sobie dojrzałego i szczęśliwego związku budowanego na fałszu.

Ewa

12.12.2012 20:31

Odpowiedz

O 15:08, dnia 2012-12-09 Ania napisał(-a):

Witam

mam taki dylemat, jestem prawie 10 lat w remisji, poznalam kogos z kim chcialabym zalozyc rodzine i zastanawiam sie czy powinnam (przed slubem) powiedziec narzeczonemu o mojej chorobie. Troche sie boje reakcji bo bardzo mi na nim zalezy. Wiem wiem jak kocha to nie bedzie mial z tym problemu ale mimo to sama nie wiem jak i kiedy mu to najlepiej powiedziec. Jest to dla mnie wazne bo chcialabym by wiedzial ze bede miala obawy o swoje zdrowie gdy zajde w ciaze a jesli mu o tym nie powiem bede sie jeszcze bardziej stresowac. Czy ktos moze co w tym temacie poradzic? Z gory dziekuje i pozdrawiam.

A pomyslalas, jak zareaguje jezeli dowie sie o Twojej chorobie przypadkiem, od kogos z Twojej rodziny, czy jakiegos "zyczliwego"? Zycie plata rozne figle. Jakas ciocia skladajac Wam slubne zyczenia chlapnie, ze zyczy zdrowia, zwlaszcza Tobie, no bo Ty kiedys, ..... Co wtedy mu powiesz?

rodzynka

13.12.2012 12:28

Odpowiedz
Ja też zgadzam się z przedmówcami, że trzeba o tym koniecznie powiedzieć.

Przychodzą mi do głowy praktyczne argumenty. Jeśli będziecie brać katolicki ślub, a potem okaże się że nie możecie mieć dzieci a Ty przed ślubem o tym wiedziałaś i zataiłaś, to może być powód do unieważnienia małżeństwa.
Jeśli natomiast będziecie mieć dziecko, a ono np. zachoruje na nowotwór lub inną poważną chorobę, to zawsze standardem jest pytanie o choroby nowotworowe w rodzinie. I co wtedy - przyznasz się w imię zdrowia/życia dziecka czy nie? A jeśli wtedy mąż po raz pierwszy o tym usłyszy, to nie wyobrażam sobie, jak to wpłynie na małżeństwo. Bo nowotwór to nie pryszcz ani grypa.